To bez wątpienia jedna z najbardziej
znanych, obok bocji wspaniałej, przedstawicielek
swojego rodzaju. Oby los, którego gatunek ten doświadczył nie stał się smutnym
udziałem innych bocji.
Przetrzebiona w swoim naturalnym środowisku bocja
karłowata doczekała się niechlubnego dla nas ludzi wpisu do czerwonej księgi
UNESCO i znalazła na liście gatunków zagrożonych wymarciem. Swego czasu
popularna w akwarystycznym światku dziś, ze względu na limitowaną podaż, stała
się niejednokrotnie przedmiotem głębokich westchnień akwarystów z całego
świata. W kraju jak dotychczas praktycznie nieosiągalna, choć, miejmy nadzieję,
sytuacja może i to w całkiem niedalekiej przyszłości ulec nieznacznej poprawie J.
Wysoka cena azjatyckich „karzełków” dla wielu potencjalnych amatorów i
wielbicieli ich urody stanowić może jednak wyraźną przeszkodę w skompletowaniu
gwarantującego dobre samopoczucie rybek odpowiedniej wielkości stadka.
Yasuhikotakia sidthimunki wprowadzona do europejskiej
akwarystyki przez Wolfganga Klausewitza,
1959, swą łacińską nazwę zawdzięcza innemu człowiekowi A.Sidthimunce,
którego uhonorowano w ten sposób w uznaniu zasług związanych z badaniem ryb
regionu południowo-wschodniej Azji. Jednakże powszechnie stosowana nazwa
gatunkowa
raczej
nawiązuje do typowych, niekoniecznie do końca prawdziwych, skojarzeń związanych
z wielkością naszej bohaterki. Przez długi czas uznawana za najmniejszą z bocji otrzymała stosowną do aparycji „ksywkę”
J,
która, pomimo konieczności rewizji naszych poglądów w odniesieniu do relacji
pomiędzy wielkością poszczególnych gatunków, obowiązuje do dzisiaj. Odławiane w
naturze bocje karłowate nierzadko przekraczają
długość 10cm, ustępując tym samym w wyścigu o prymat najmniejszej, zarówno bocji czarnopręgiej (Yasuhikotakia nigrolineata), jak i nieopisanemu jeszcze naukowo
gatunkowi, póki co roboczo etykietowanemu w kręgach boc-maniaków jako Botia sp. aff. rostrata.
Prawdopodobnie trzymane w akwariach osobniki z trudem zbliżają się do granicy
osiąganej przez swych żyjących na wolności pobratymców i stąd, nie do końca
uzasadnione, opinie i komentarze będące, nawiasem mówiąc, smutnym udziałem
wielu innych gatunków ryb akwariowych. Pierwotnie bocja
karłowata odławiana była w dorzeczu rzeki Kwai, w
prowincji Kanchanaburi w zachodniej części Tajlandii.
Nadmiernie rabunkowa eksploatacja łowisk oraz regulowanie biegu rzek przy
pomocy stawianych przez człowieka zapór doprowadziły do jej wyginięcia w
środowisku naturalnym. Szczęśliwie okazało się, z w naturze występują jeszcze
inne populacje tej prześlicznej rybki, a teren jej występowania obejmuje basen
rzeki Mae Nam Chao Praya w Tajlandii oraz basen Mekongu na terenach Kambodży,
Laosu i Wietnamu. Pomimo tego, w Tajlandii gatunek uznawany jest
za
zagrożony wyginięciem, a jego eksport obwarowany specjalnymi zastrzeżeniami.
Osobniki znajdujące się w handlu pochodzą z ferm przemysłowych, na których przy
użyciu stymulacji hormonalnych, jednakowoż ciągle z pomocą matki natury (zmiany
klimatyczne) opanowano, w pewnym sensie, rozród rybek tego gatunku. A wszystko
zaczęło się od wyprzedaży przez zagrożone upadłością ZOO w Londynie posiadanej
przez nie grupy bocji karłowatych, którą odkupili
Tajscy hodowcy. Dzięki temu dzisiaj, od czasu do czasu, możemy cieszyć nasze
oczy widokiem urzekających urodą i zachowaniem bocji
karłowatych, jednakże za znacznie wyższą, niż to drzewiej bywało, cenę.
Zaliczana do klanu modesty bocja karłowata, podobnie
do swej nieco mniejszej wymiarowo kuzynki z północy bocji
czarnopręgiej, jakby nie do końca wizualnie pasuje do
pozostałych przedstawicielek tej grupy. Zdecydowanie opływowy kształt ciała, a
przede wszystkim charakterystyczne, wyraźnie kontrastujące z tłem, ciemne
czarno-brązowe wzory, by nie wspomnieć o zupełnie odmiennym charakterze,
pozostają w oczywistej opozycji do typowego, pozornie dość monotonicznego
wybarwienia znakomitej większości członkiń klanu, choć z drugiej strony, fantastyczny metaliczny
połysk, jakim mogą pochwalić się bocje szare, srebrne,
cętkowane, eos czy też, do pewnego stopnia, mysie,
jest czymś, przynajmniej w moim osobistym odczuciu, równie cudownym i
niepowtarzalnym. Duża zmienność i różnorodność wzorów na ciele bocji karłowatej utrudnia podanie ujednoliconego,
precyzyjnego opisu szczegółów wybarwienia. Co więcej, stwierdzono, że
intensywność barw oraz wzór na ciele ulegają zmianom pod wpływem zewnętrznych
czynników (np. stresu). Zmiany te trwać mogą przez
stosunkowo długi okres czasu. Płetwy parzyste oraz płetwa grzbietowa są przezroczyste,
natomiast na płetwie ogonowej dostrzec można pary ciemnych markerów,
wyraźniejsze przy zewnętrznych krawędziach obu płatów. Relatywnie, w stosunku
do innych bocji, wydłużona głowa sprawia wyraźnie
hydrodynamiczne wrażenie. Na każdym z boków widnieją dwa ciemne, brązowawej lub
czarniawej barwy, podłużne pasy
biegnące od pyszczka do
nasady płetwy ogonowej, z których jeden, przechodzący przez oko usytuowany jest
dokładnie na wysokości linii bocznej, zaś drugi tuż poniżej linii grzbietowej.
Te ostatnie (po jednym z każdej strony) mają wspólny początek i rozdzielają się
mniej więcej na wysokości oczu. Z wiekiem, pomiędzy pasami, a niekiedy również
poniżej, tworzą się pionowe ciemne przebarwienia prowadzące do powstania rzędu
owalnych, jasnych plamek przypominających kształtem ogniwa delikatnego
łańcuszka, większe na bokach ryby i maleńkie na linii grzbietu. Liczba oczek
jest zmienna, zaś ich wielkość i układ charakterystyczny dla każdego osobnika.
Tak naprawdę, u niektórych rybek za młodu, co wyraźnie zaobserwować można na
zdjęciach przecudnych maluszków, poziome pasy nie
zawsze są do końca uformowane, a proces tworzenia się charakterystycznych dla
dorosłej bocji karłowatej ogniw łańcuszka, w tylnej
partii tułowia, pomiędzy końcem płetwy grzbietowej a nasadą płetwy ogonowej,
rozpoczyna się od czarnych, tudzież brązowych, owalnych plamek, które łącząc
się między sobą dają tak charakterystyczny dla przedstawicielek tego gatunku
unikalny wzorek. U dorosłych okazów zauważyć można oznaki dymorfizmu płciowego;
w pełni ukształtowane samice są bardziej pękate z wyraźnie zaokrąglonym
brzuchem. Złotawe zabarwienie na bokach wydaje się intensyfikować wraz z
wiekiem ryby.
Bocje
karłowate zaliczyć chyba należy do najbardziej aktywnych za dnia reprezentantek
rodziny, które na dodatek, są istotami wyjątkowo głęboko, w przeciwieństwie do
niektórych swoich większych kuzynek, odczuwającymi potrzebę przebywania w
grupach, zdecydowanie najlepiej złożonych z przedstawicielek własnego gatunku,
wykazując w tym względzie daleko idące podobieństwo do brzanek czy ryb kąsaczowatych. I tu dochodzimy do swoistego paradoksu, bowiem
te niezwykle sympatyczne, towarzyskie stworzenia po pierwsze niezwykle rzadko
dostępne są w handlu, a po drugie ich cena nader często, już na starcie,
odstrasza od inwestycji w większą liczebnie grupę. Różne źródła podają
minimalną liczność grupy bocji
karłowatych na poziomie od 6-12 sztuk, ja tak od siebie, w oparciu o własne
obserwacje dodałbym jedynie tylko tyle, że im jest ich więcej tym lepiej. Mam
jednak świadomość, że czasem taki postulat z różnych względów jest niemożliwy
do realizacji. Osobiście swoją przygodę z bocjami
karłowatymi rozpoczynałem (stosunkowo niedawno) od dwóch otrzymanych w
prezencie młodych, przecudnych rybek, które w maju 2004 roku przepłynęły Bałtyk (co prawda na pokładzie promu J) i z konieczności
umieszczone zostały w towarzystwie południowo-amerykańskich sumików
pancernych, popularnie zwanych kiryskami. Kiedy
jednak na początku września 2004 roku, po kilkunastu tygodniach od chwili
wejścia w posiadanie pierwszej pary karzełków nadarzyła się sposobność
dokupienia bocjowych maluchów (tym razem już w kraju)
nie wahałem się ani przez moment i zainwestowałem w kolejne 28 sztuk. Rybki były tak małe, że ta pozornie ogromna ich ilość
bez trudu mieściła się w kilku centymetrach sześciennych wody w jednej dłoni. Później
jeszcze trzykrotnie uzupełniałem stan posiadania zatrzymując się (ciekawe na
jak długo?) na poziomie 55 sztuk. Nie było z ich
prowadzeniem żadnych kłopotów, przyrastały w fenomenalnym tempie osiągając już
po mniej więcej 3-4 miesiącach długość około 5cm. Swoją niesamowitą aktywność
znaczą wszędobylską obecnością; pełno ich zarówno w toni jak i strefie
przydennej zbiornika. Zmęczone intensywnym pływaniem w charakterystyczny dla
siebie sposób przysiadają na dnie, korzeniach, kamieniach, tudzież większych
liściach roślin dla nabrania oddechu, ale nie odpuszczą najmniejszej nawet
okazji do jedzenia. W naturze żywią się wodnymi bezkręgowcami, insektami,
robakami, skorupiakami i pokarmem roślinnym, w warunkach domowych wyraźnie
uwielbiają drobną, żywą oraz mrożoną ochotkę. Reakcje na porcje oczlika czy dafni są już daleko
mniej spontaniczne, co wcale nie oznacza, że rybki gardzą takim
jadłospisem - one po prostu
bardziej wolą coś treściwszego i zwykle jako jedne z pierwszych ryb w zbiorniku
„siadają do stołu”. Można je trzymać w zasadzie z większością typowych rybek
nadających się do akwarium towarzyskiego, choć, nie będę tego ukrywał jestem
zdecydowanym zwolennikiem, o ile jest to możliwe, zestawiania gatunków na bazie
kryterium geograficznego. Aktualnie moja populacja bocji
karłowatych urzęduje wspólnie z grupą przepięknych brzanek (Puntius denisonii) mając do towarzystwa młode bocje wytworne (Botia histrionica) i podwójnie pręgowane (Botia rostrata) oraz, czasowo, gromadę kirysków i otosków.
Patrząc z perspektywy posiadacza dość licznej grupy bocji karłowatych być może trudno jest zrozumieć, dlaczego tak rzadko gości ona w zaciszach domowych akwariów. Ja na okoliczność pojawienia się przedstawicielek tego gatunku w ofercie handlowej czekałem dobrych kilka lat i w stosownej chwili po prostu skorzystałem z nadarzającej się, niezwykle rzadkiej okazji. Nie wiem, kiedy znowu pojawi się sposobność ujrzenia tych przecudnych stworzeń na rodzimym akwarystycznym rynku; może to i lepiej, bo kiedy widziałem ludzi kupujących pojedyncze egzemplarze coś we mnie w środku pękało z żalu L. Myślę, że nasze ludowe porzekadło o nie czynieniu innym tego, co nam jest niemiłe, można przenieść bez jakichkolwiek zastrzeżeń na grunt akwarystyki, w tym konkretnym przypadku w kontekście zestawiania obsady bocjowego zbiornika. Ta grupa rybek buduje w swoim środowisku misterne więzi i relacje społeczne, pojedyncze osobniki skazane są zazwyczaj na los banity lub pustelnika, niezgodny z naturą i nader często prowadzący do dewiacji behawioralnych. Jeśli będziecie o tym pamiętać to bocje odwzajemnią Wam z nawiązką poniesione nakłady finansowe latami niesamowitych, niepowtarzalnych doznań i doświadczeń; ja admin Wam to mówię to wierzcie, chciałoby się rzec parafrazując kwestię wypowiadaną przez jednego z bohaterów powieści naszego rodzimego noblisty.