Bocja podwójnie pręgowana (Botia rostrata)

Wszystko wskazuje na to, że przedstawicielki gatunku Botia rostrata (Hamilton, 1822) znanego wcześniej pod nazwą Botia geto zamieszkujące wody Indii, Bangladeszu, Chin oraz Kambodży wykazują po trosze cechy charakterystyczne dla większości gatunków bocji spotykanych w wodach Dekanu. Obserwując dorosłe osiągające 10cm długości osobniki doszukać się można ogólnego kształtu ciała zbliżonego do bocji pręgowanej (Botia striata), nieregularności układu podwójnych poprzecznych pasów często spotykanych u bocji wytwornej (Botia histrionica) czy charakterystycznych dla bocji siatkowanej (Botia almorhae) jasnych, zwykle owalnych cętek, przypominających do złudzenia wzór siatki o drobnych oczkach. Być może jest to jedną z częstych przyczyn mylnego rozpoznawania tego gatunku bocji nawet przez doświadczonych ludzi z tzw. akwarystycznego biznesu. Przyznam się, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem w kraju cztery młode rybki tego gatunku w jednym zbiorniku z młodymi bocjami siatkowanymi pomimo intuicyjnie i wizualnie odczuwanej różnicy nie byłem do końca przekonany o tym, że są to przedstawicielki tego akurat gatunku. Chyba całą godzinę obserwowałem w towarzystwie zaprzyjaźnionego personelu, z pewnej odległości ich zachowanie wertując w międzyczasie Atlas Axelroda (nomen omen zawierający kilka, delikatnie mówiąc, nieścisłości dotyczących identyfikacji niektórych gatunków bocji). W końcu udało mi się samego siebie przekonać do tego, że te sympatyczne maluchy nie mogą z całą pewnością być bocjami siatkowanymi. Rozsądek podpowiadał jedno rozsądne rozwiązanie - Botia rostrata. Było to, o ile dobrze pamiętam, niemal dokładnie trzy lata temu. Rybki pływają w moim akwarium do dzisiaj a zdjęcie jednej z nich widzicie powyżej.

Czy zatem swoista mieszanina cech wspólnych różnym przedstawicielkom rodziny bocjowatych wpływa niekorzystnie na atrakcyjność rybek tego gatunku, osądźcie to sami. W moim osobistym odczuciu jest dokładnie odwrotnie i chyba właśnie, dlatego pod koniec tegorocznego lata, kiedy pojawiła się sposobność, powiększyłem swój stan posiadania o dalszych dziesięć przesympatycznych maluchów. Dlatego poniekąd macie okazję obejrzeć ich zdjęcia na kolejnych etapach rozwoju. Trudno sobie wyobrazić bardziej łagodną i bezproblemową gromadkę bocji. W ciągu trzech miesięcy prawie podwoiły swoją wielkość rozwijając charakterystyczne dla przedstawicielek tego gatunku cechy zewnętrzne. Pływają w jednym wspólnym akwarium z bocjami królewskimi, bocjami pręgowanymi, bocjami wspaniałymi a także rzadko spotykanymi w handlu przedstawicielkami klanu modesty (Botia caudipunctata, Botia eos). Te ostatnie, pomimo, że mają z niewiadomych powodów (J) opinię „aktywnych inaczej”, współegzystują z całą resztą mieszkańców zbiornika w sposób nie budzący jakichkolwiek poważniejszych zastrzeżeń.

W miarę upływu czasu widać wyraźne zróżnicowanie w układzie wzorów na ciele poszczególnych rybek. W zasadzie, podobnie jak w przypadku szeregu innych gatunków bocji, trudno jest znaleźć dwa identycznie wyglądające osobniki. Niewiarygodna ilość możliwych kombinacji podwójnych poprzecznych pasów, wykazujących z wiekiem tendencje do łączenia się także w poziomie, oraz owalnych jasnych plamek daje gwarancję unikalności każdej rybki. U młodych osobników podwójne poprzeczne pasy zbiegające się w okolicach brzucha wydają się stanowić jedną całość. Jedynie jaśniejsze przebarwienia sugerują mające nastąpić później zmiany. Również wszystkie płetwy poza ogonową pozbawione są jakichkolwiek wzorów. Z czasem pojawiają się subtelne czarne plamki na płetwach piersiowych, brzusznych, odbytowej i grzbietowej. Poprzeczne paski ulegają stopniowemu rozsunięciu, zaczynają się załamywać, pojawiają się poprzeczne połączenia oraz owalne jaśniejsze przebarwienia na czarnym tle. Przybywa charakterystycznych podwójnych znaczników na płetwie ogonowej (dorosły okaz posiada zwykle cztery pary) oraz wyraźnie ciemnieją płetwy piersiowe nabierając charakterystycznego brązowo-żółtego zabarwienia. Złoto-żółte w początkowym okresie rozwoju zabarwienie skóry z czasem ulega stonowaniu wyraźnie ewoluując w kierunku czarno-srebrno-szaro-brązowo-żółtych tonacji.

Kiedy ponad rok temu, 9 stycznia 2004 roku, szwajcarski ichtiolog Maurice Kottelat (Zootaxa 401, 1-18, Botia kubotai, a new species of loach (Teleostei:Cobitidae) from the Ataran River basin (Myanmar), with comments on botiine nomenclature and diagnosis of a new genus) dokonywał naukowego przeglądu podrodziny ryb bocjowatych z sobie tylko wiadomych przyczyn utożsamił bocję podwójnie pręgowaną z bocją siatkowaną (!). Z kolei Gerhard Ott, w swej książce „Schmerlen im Aquarium” (Tetra-Verlag GmbH, 2000) napisał, że próba identyfikacji niektórych gatunków bocji z Dekanu (almorhae, dario, geto) jest czymś w rodzaju syzyfowej pracy. To tak jakby jakieś złe moce krążyły nad przedstawicielkami tego niezwykle interesującego gatunku, gatunku niemal idealnego do akwariów towarzyskich. Poniekąd zupełnie nie dziwię się, że szereg autorytetów w obliczu niezwykle zróżnicowanego, aczkolwiek z pewnością niekompletnego, materiału zachowuje daleko idącą powściągliwość w osądach. Przy całym, w zasadzie niemierzalnym, bogactwie ornamentyki jakim natura obdarzyła bocje podwójnie pręgowane, zawsze istnieje realna szansa natrafienia na egzemplarze słabo (lub wręcz wcale) przystające do zdefiniowanych wzorców. Jednak to, co z punktu widzenia nauki może stanowić przeszkodę dla nas, miłośników bocji, stanowi dodatkową atrakcję. Żeby w pełni zrozumieć to, o czym piszę warto zafundować sobie gromadkę przynajmniej kilkunastu sztuk, i to najlepiej pochodzących z różnych dostaw, a potem, podtrzymując opadającą szczękę J, delektować się ich rozwojem onto- i filogenetycznym. I chociaż nasze, niejednokrotnie nawet wieloletnie obserwacje, są tylko chwilą uchwyconą z filogenetycznej projekcji, wnikliwe oko obserwatora składając sobie takie „fotografie” historii nie może nie dostrzec choćby tylko zarysów pewnych długotrwałych procesów. Pod tym względem, przynajmniej w moim osobistym odczuciu, akwarystyka wykazuje przewagę nad klasycznymi technikami obserwacji i wnioskowania stosowanymi przez zawodowych ichtiologów. To właśnie obserwacje akwarystyczne doprowadziły mnie do wniosku, że Botia rostrata jest niezwykle interesującym przedstawicielem swojej podrodziny wykazującym zadziwiające zdolności dopasowywania zewnętrznej ornamentyki do środowiska, w którym przyszło jej żyć. Nauka nazywa tego typu proces mianem mimetyzmu (określanego także w rodzimej terminologii jako naśladownictwo czyli, inaczej mówiąc, przystosowanie ochronne przez upodabnianie się do otoczenia). W przypadku naszych bohaterek takie procesy udało mi się zarejestrować już dwukrotnie w trakcie obserwacji grup bocji podwójnie pręgowanych wychowujących się w towarzystwie bocji karłowatych oraz młodych bocji kubotai. Co więcej, myślę, że mam, na potwierdzenie własnej teorii, niepodważalne dowody w postaci dokumentacji fotograficznej (patrz Botia rostrata aka sidthimunki i Botia rostrata aka kubotai). Jeśli na przestrzeni miesięcy koegzystencji z przedstawicielkami pokrewnych gatunków widoczne są zauważalne zmiany szczegółów ubarwienia, to można jedynie domyślać się, do czego, tego typu procesy prowadzić mogą na przestrzeni lat, dziesięcioleci czy dłuższych czasookresów w historii ewolucji. To może poniekąd tłumaczyć tak dużą różnorodność form barwnych w obrębie niektórych gatunków i związane z tym problemy identyfikacyjne. Może też stanowić dodatkowy, obok genetycznego (dotychczas ciągle jeszcze niewykorzystanego), klucz do poprawnej klasyfikacji gatunków podrodziny bocji budzącej gorące polemiki także w kręgach naukowych (T.T.Nalbant, Hymenphysa, Hymenophysa, Syncrossus, Chromobotia And Other Problems In The Systematics of Botiidae. A Reply to Maurice Kottelat, Travaux du Muséum National d’Histoire Naturelle “Grigore Antipa”, Vol. XLVII,  30 Dec. 2004, 269-277).