Bocja mysia (Yasuhikotakia (poprzednio Botia) morleti)

Przedstawicielkom tego gatunku bocji należą się z mojej strony, przyznaję nie bez żenady, gorące przeprosiny za nie w pełni uzasadnione uprzedzenia odnośnie ich agresywności pomiędzy szklanymi ścianami domowego akwarium. Z drugiej strony decyzję o inwestycji w gromadkę pływających „myszek” odkładałem zawsze na później utwierdzany przekonaniem o ich w miarę stałej i regularnej podaży. Tymczasem od dobrych już kilkunastu miesięcy gatunek ten w praktyce zniknął ze sklepowych zbiorników. Nagabywani na tę nieco niezrozumiałą okoliczność dystrybutorzy utyskiwali na, delikatnie mówiąc, ponad przeciętną zadziorność naszych bohaterek i będące jej konsekwencją straty w akwa-stanach akwarystycznej braci. Kiedy więc późną jesienią 2003 roku pojawiła się w obiegu partia młodziutkich bocji mysich postanowiłem, dłużej nie kusić losu i ulokowałem stadko piętnastu sztuk w jednym ze zbiorników w towarzystwie, a jakże mogłoby być inaczej, grupy bocjowych kociaków, czyli liczącego sześć sztuk stadka bocji tygrysich z gatunku Syncrossus beauforti J. I tak rozpoczęła się akwarystyczna zabawa w przysłowiowego kotka i myszkę, o której rezultatach opowiem nieco dalej

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że bocja mysia, Yasuhikotakia morleti (Tirant, 1885) jest obok bocji wspaniałej i bocji karłowatej sztandarową przedstawicielką rodzaju bocja na stronach większości klasycznych podręczników, atlasów i almanachów akwarystyki. Spotykana ciągle jeszcze pod łacińską, choć z naukowego punktu widzenia nieważną obecnie nazwą Botia horae (Smith 1931), w krajowej literaturze określana bywa także mianem bocji syjamskiej. Hans Frey w przetłumaczonej i wydanej w języku polskim w 1990 roku książce „Akwarium słodkowodne” napisał o bocjach mysich, cytuję: „…Stosunkowo łagodny gatunek. Odpowiedni do zespołu innych ryb…”. Z kolei w pierwszym tomie Atlasu Baenscha (zwanego czasem żargonowo Mergusem) możemy przeczytać: „…Żywa, spokojna ryba aktywna o zmierzchu. Spędza dzień w ukryciu i stanowi doskonałe uzupełnienie dla brzanek i sumików pancernych…”. Skoro, zatem, jest tak dobrze, to, czemu jest tak źle (?), można by nieco przekornie sformułować pytanie, a zarazem motto do dyskusji na temat faktycznej natury bocji mysich i ich kompatybilności z innymi pływającymi mieszkańcami naszych akwa-światów. Na to oraz szereg innych pytań czy wątpliwości dotyczących bocji mysich postaram się udzielić sensownych odpowiedzi w oparciu o doświadczenia własne oraz paru innych zaprzyjaźnionych z serwisem miłośników i szczęśliwych posiadaczy tych fascynujących rybek.

 

Cechą charakterystyczną naszych bohaterek, niezależnie od ich wieku, jest czarny pas biegnący przez środek grzbietu od samego końca pyszczka wzdłuż całego ciała rybki i przechodzący, u nasady płetwy ogonowej, w poprzeczny pas o zmiennej szerokości. Ciało bocji mysiej jest zwykle koloru żółtawo-brunatnego, niekiedy kremowe, u niektórych osobników z widocznymi pionowymi, ciemno zabarwionymi delikatnymi, często lekko skręconymi, cieniutkimi paseczkami. Na płetwie ogonowej dorosłych bocji mysich widoczne ciemne, owalne cętki (plamki) różnej wielkości, zwykle znacznie większe i wyraźniejsze u nasady. Młode osobniki, podobnie jak w przypadku szeregu innych gatunków bocji z grupy Modesty, naznaczone wyraźnymi ciemnymi pionowymi paskami, niestety zanikającymi z wiekiem. Przecudne młodziaki, jak ten widoczny na jednej z dołączonych do tekstu fotografii, natura obdarza zwykle 3 (czasem 4) takimi paseczkami, z których środkowy usytuowany jest dokładnie w miejscu, gdzie zaczyna się płetwa grzbietowa, zaś dwa pozostałe rozmieszczone względem niego symetrycznie, w przedniej i tylnej części ciała rybki. Uważny obserwator dostrzeże także szereg mniej wyraźnych, jakby podskórnych, pasków usytuowanych pomiędzy tymi, wspomnianymi wyżej. Cechą charakterystyczną dla przedstawicielek tego gatunku jest płetwa grzbietowa zawierająca tylko osiem miękkich promieni, lekko przesunięta ku tyłowi i usytuowana dokładnie ponad płetwami brzusznymi. Płetwy grzbietowa i ogonowa zwykle brązowo-żółtego koloru, słabo zabarwione w wieku młodzieńczym. Płetwy usytuowane w dolnej części ciała rybki (odbytowa, brzuszne i piersiowe) według niektórych źródeł są w lekkich odcieniach brązu, przy czym najciemniejsza jest zawsze płetwa odbytowa. Ja osobiście, patrząc na nie tak znowu małą populację urzędujących w moim akwarium młodziutkich myszek, określiłbym raczej zabarwienie płetwy odbytowej oraz płetw brzusznych jako żółtawo-pomarańczowe przechodzące z czasem w lekko stonowaną i przytłumioną czerwień, dodającą niewielkim, jakby nie patrzeć, rozmiarowo bocjom mysim, nieco bardziej agresywnego wyglądu J. U niektórych rybek, również krawędź płetwy odbytowej obrzeżona jest czarnym paskiem. Interesujący jest także wydłużony kształt głowy z pyszczkiem trochę zakrywającym usta naszych bohaterek. Taka budowa mogłaby sugerować znakomite własności hydrodynamiczne rybki; paradoksalnie bocja mysia uważana jest za raczej miernego pływaka, spędzającego większą część czasu na korzeniu lub kamieniu, którego używa jako swoistej wieży obserwacyjnej do patrolowania proklamowanego samowolnie terytorium.

    

Tempo wzrostu w warunkach akwariowych jest raczej umiarkowane, przy czym jak to zwykle bywa, w młodszym wieku przyrosty względne w jednostce czasu są znacznie większe. Dorosłe, odławiane w naturze myszki osiągają całkowitą długość około 12cm, plasując się rozmiarowo w grupie bocji średniej wielkości. Wydaje się jednak, że wyhodowanie takiej wielkości bocji mysich w warunkach domowego akwarium jest, mimo wszystko, bardzo mało prawdopodobne L. W środowisku naturalnym, bocja mysia występuje w basenie Mekongu na obszarze Laosu, Tajlandii i Kambodży oraz na terenach zlewisk Chao Phraya i Meklongu, zwykle w wodach o podłożu piaszczystym. Ze względu na jej skłonność do grzebania, ba, wręcz zakopywania się, w podłożu, w akwarium wymagany jest żwirek o obłych krawędziach i stosownej granulacji oraz rośliny o dostatecznie silnym systemie korzeniowym, zdolnym dać odpór podwodnym „kopaczom”. Sugerowana byłaby miękka, lekko kwaśna woda, o optymalnym pH 6-6.5, twardości do 5ºdGH i temperaturze nieco powyżej 26ºC (maksymalnie 30ºC), chociaż, podobnie do wielu swoich bliskich krewniaczek, rybki będą w stanie zaadaptować się także do nieco mniej korzystnych środowiskowo sytuacji. Częste podmiany wody i typowe, lekko przyciemnione lub filtrowane przez warstwę powierzchniowej roślinności, oświetlenie z pewnością dodatkowo stworzą warunki sprzyjające dobremu samopoczuciu naszych bohaterek.