Bocja tygrysia (Botia helodes)

O tym gatunku oraz jemu pokrewnych, spotykanych w handlu najczęściej pod jedną wspólną nazwą bocje tygrysie, krąży masa często zupełnie niedorzecznych opowieści. Niestety nasza bohaterka przedstawiana jest w nich przeważnie jako czarny charakterek, zakała akwarium, podwodny rozbójnik i niestrudzony agresor. Bywają jednak, co prawda nader rzadko, zgoła odmienne opinie pokazujące tę wspaniałą rybę w zupełnie innym świetle. Spróbujmy, zatem przyjrzeć się nieco bliżej temu gatunkowi i wyrobić sobie w miarę możliwości mniej lub bardziej obiektywny pogląd na temat jego zachowania w warunkach domowego akwarium.

Botia helodes (Sauvage 1876) jest bez wątpienia najczęściej spotykanym w handlu gatunkiem z grupy bocji określanych jedną wspólną nazwą jako bocje tygrysie. Młode, prześlicznie ubarwione osobniki połyskujące metaliczną zielonkawo-złotą poświatą (najczęściej o długości w granicach 6-8 cm) rzadko kiedy nasuwać mogą skojarzenia z rybą, która bez specjalnych problemów w ciągu kilkunastu miesięcy potrafi osiągnąć, w warunkach domowego akwarium, długość nierzadko przekraczającą 20cm. W naturze, rybki tego gatunku, spotykane w dużych rzekach zarówno o mulistym jak i kamienistym podłożu, z resztkami zatopionych pni drzewnych, dorastają do 30cm i stanowią zupełnie niezłe źródło pokarmu oraz całkiem przyzwoite trofea wędkarskie. Zasięg terytorialny tego gatunku obejmuje baseny rzek Mekong, Chao Phraya, Mekong i Xe Bangfai oraz północną część Półwyspu Malajskiego. Czy zatem osobniki drugiego pod względem wielkości (po bocji wspaniałej) gatunku z podrodziny bocjowatych, na dodatek chyba najszybciej ( no może zaraz po bocji wytwornej (Botia histrionica)) rosnącego w domowych akwariach i jeszcze, jakby tego wszystkiego było mało, należące do grupy bocji tygrysich, cieszących się nie najlepszą reputacją wśród przeważającej większości miłośników rybek egzotycznych, jest dobrym uzupełnieniem naszych wypieszczonych podwodnych mini światów…?

Odpowiedź, jak zwykle, pewnie nie do końca może być jednoznaczna i spotkać się może z ripostą sporej grupy adwersarzy. Próba w miarę obiektywnej oceny cech charakterologicznych tego gatunku, przy dużej liczbie spotykanych zarówno w literaturze jak i w sieci, negatywnych opinii powinna uwzględniać wszystkie najistotniejsze aspekty problemu. Nie trzeba chyba wielkiej wyobraźni by zrozumieć, że przy swoich potencjalnych rozmiarach oraz niezwykle szybkim tempie wzrostu bocja tygrysia „helodes” przede wszystkim wymaga odpowiednio dużej przestrzeni życiowej. Młode rybki, jakie najczęściej znajdują się w ofercie handlowej można przez jakiś czas przechować w mniejszym objętościowo zbiorniku, jednak dość szybko wymagana będzie przeprowadzka na bardziej obszerne włości. Jeśli do tego dołożymy typowe terytorialne aspiracje charakterystyczne dla znakomitej większości ryb bocjowatych, to łatwo zauważyć, że rozmiar docelowego zbiornika powinien być, co najmniej, L lub XL. Co do jego (akwarium) dalszej obsady to w zasadzie, przynajmniej w moim, skromnym mniemaniu, obowiązują zasady i reguły typowe dla większości ryb z tej grupy: duża liczba wszelkiego rodzaju kryjówek dopasowanych do wielkości potencjalnych lokatorów i „załamana linii widoczności”.

W jednym z moich akwariów grupa trzech około 20cm długości bocji tygrysich urzęduje wspólnie z grupą bocji wspaniałych, czerwono- i żółto-płetwych bocji szarych oraz brzankami czarnopręgimi (Puntius lateristriga) i brzankami Everetta (Puntius everetti). Największa i najstarsza tygrysica, którą niejako okazyjnie nabyłem już jako nieco podrośniętą, sporych rozmiarów nastolatkę, dostała do dyspozycji miejsce w największym (blisko 500l) akwarium, które dzieli wspólnie od blisko czterech lat z bocjami wspaniałymi, siatkowanymi, parą dorosłych pielęgnic pawiookich (Astronotus ocellatus) oraz trzema blisko 10-letnimi sumami rekinami (Pangasius hypothalmus). Pokazuje się niezbyt często, chociaż nie stroni również od dziennych inspekcji zbiornika i jeśli trzeba potrafi poradzić sobie zarówno ze znacznie od niej większymi sumami jak i pielęgnicami. Jej zachowanie jest jednak dalekie od bezmyślnej agresji i przypomina raczej przeganianie intruza z okolic dna zbiornika traktowanych jako zasiedlone przez siebie na mocy wieczystej dzierżawy. W przypływie dobrych chęci żeruje wspólnie z grupą pozostałych bocji, których spora ilość jest jeszcze znacznie od niej mniejsza. Jeśli jednak komuś marzy się trzymanie takich okazów w towarzystwie neonów czy gupików to jest to zwykłe nieporozumienie. Takie rybki widziane oczami dwudziestokilkucentymetrowego „tygrysa” nie różnią się specjalnie od dużego robaka i trudno za taki stan rzeczy winić bocje. Pamiętajmy, że zwierzęta są takie, jakimi stworzyła je natura, a próba utrzymywania w ryzach dwóch przeciwstawnych żywiołów tylko sporadycznie kończy się sukcesem. Jedno nie ulega wszakże wątpliwości, że opowieści o agresywnej, krwiożerczej naturze bocji tygrysich są zdecydowanie przesadzone.

Żółtawo-brązowego koloru ciało naszej bohaterki pokryte jest 10-12 pionowymi pasami, zaś dolna jego część naznaczona jest szeregiem niewielkich, ciemnych, owalnych, lecz wyraźnych cętek wydłużonych w pionie. U niektórych osobników cętki te zgrupowane są w przedniej części ciała, u innych zaś występują niemal na całej jego długości pomiędzy końcami pokryw skrzelowych i nasadą płetwy ogonowej (poniżej linii bocznej). Płetwa grzbietowa z czarnym zewnętrznym marginesem i 2-4 podłużnymi rzędami ciemnych kropek na pomarańczowo-czerwonawym tle, zawiera zwykle 12-14 rozgałęzionych promieni. Poziome paski biegnące ukośnie od pyszczka w kierunku płetwy ogonowej zanikają w okolicach początku płetwy grzbietowej. Górna część nasady płetwy ogonowej oznaczona jest czarną plamą wyraźnie intensywniejszą u młodszych osobników. Płetwa ogonowa z wyraźną lekko pomarańczowo-czerwoną pigmentacją naznaczona jest szeregiem cienkich, ciemnych, pionowo biegnących paseczków. Niestety przepiękna metaliczna poświata charakterystyczna dla młodych rybek z wiekiem zanika, kolory dojrzałych osobników są generalnie daleko mniej połyskliwe z przewagą stonowanej żółci i brązu. Dość często w czasach nawet nam współczesnych gatunek ten mylony jest ze swym mniejszym gabarytowo krewniakiem z Wielkich Wysp Sundajskich – bocją tygrysią „hymenophysa”. Ta ostatnia pozbawiona jest zupełnie cętek na ciele, zaś na przedniej krawędzi płetwy grzbietowej (przy wierzchołku) posiada charakterystyczną czarną plamkę. Kiedy więc w zakamarkach sklepowego zbiornika zauważymy wydłużone, metalicznie połyskujące młode bocje z charakterystycznymi owalnymi cętkami poniżej linii bocznej nie powinniśmy mieć wątpliwości – to nie może być nic innego jak tylko młodzież największego z gatunków bocji tygrysich (Botia helodes), gatunku, który w odpowiednich warunkach może stanowić wspaniałą ozdobę naszego domowego akwarium.