Pomimo, że osobniki gatunku Botia histrionica zamieszkują jedno z
moich akwariów od mniej więcej roku (jesień, 2001) zdołały w tym krótkim czasie
zdobyć niesamowitą sympatię człowieka bądź, co bądź nieco już opatrzonego z
przedstawiciel(k)ami ryb tej podrodziny. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że
stały się one w międzyczasie moimi ulubienicami z kilku dość istotnych, choć
pozornie być może bardzo prozaicznych powodów. Po pierwsze, niemal od
pierwszych chwil pobytu w akwarium rybki te nie stronią od aktywnego trybu
życia, pływając namiętnie nie tylko w typowej dla podrodziny bocjowatych
strefie przydennej, ale i w toni
zbiornika
konkurując w zawodach pływackich z tak żywiołowymi gatunkami jak brzanki
pióropuszowe (Puntius arulius) czy czarnoplame (Puntius
filamentosus). Po drugie w tym relatywnie krótkim (w życiu typowej
bocji) okresie osiągnęły długość z zapasem przekraczającą 10cm (jako maluchy
liczyły nie więcej niż 3cm). Wreszcie po trzecie (powinno tych argumentów chyba
wystarczyć J), w gromadce czterech
przepięknych osobników trudno jest się doszukać dwóch ryb o choćby podobnym czy
zbliżonym układzie wzorów na ciele. Pomimo, że z wiekiem ubarwienie uległo
zauważalnemu stonowaniu, układ nieregularnych czarnych pasów na srebrno-szarym
tle z lekką złotawą poświatą pozostawia na obserwatorze niezapomniane wrażenie
spotęgowane dodatkowo niezwykle wyraźnymi czarnymi znacznikami na płetwach.
Jakby tego było jeszcze za mało, na bokach niektórych osobników pojawiły się
niesymetrycznie rozmieszczone czarne kropki, do złudzenia podobne do sekwencji
znanych nam z kostek domina.
Na nieszczęście przedstawicielki tego gatunku
pojawiają się w handlu niezwykle rzadko i trzeba naprawdę mieć przysłowiowego
farta by na nie trafić. Może również, dlatego, ryba ta nie doczekała się
jeszcze własnej polskiej nazwy. Anglosasi określają ten gatunek mianem Gold(en)
Zebra Loach lub Burmese Loach, co nie ma, muszę przyznać, nic wspólnego z
etymologią nazwy łacińskiej. Przymiotnik histrionic(a) znaczy coś
takiego jak teatralny (w sensie zachowania, odgrywania roli) i może, w wolnym
tłumaczeniu, kojarzyć się z pewną formą elegancji, wytworności z pewnością w
pozytywnym słowa znaczeniu. Czy zatem szukać polskiego odpowiednika o
zabarwieniu możliwie bliskim oryginałowi czy też, idąc utartym śladem, wybrać
wariant bardziej neutralny...? Ponieważ w moim osobistym odczuciu żadna z
anglojęzycznych nazw własnych nie oddaje jednoznacznie zewnętrznych cech tego
przepięknego gatunku bocji, chwilowo pozwoliłem sobie identyfikować nasze
bohaterki,
jako bocje wytworne; co będzie dalej czas pokaże, choć nie ukrywam, że
określenie to, przynajmniej w moim osobistym przekonaniu wyjątkowo trafnie
oddaje cechy psychofizyczne tych uroczych stworzeń i wcale nie miałbym nic
przeciwko temu by na dobre przyjęło się w rodzimej gwarze akwarystycznej J
- wszystko, tak na dobrą sprawę, leży w Waszych rękach; im częściej używać
będziecie zlokalizowanej nazwy gatunkowej, tym większe ma ona szanse na
upowszechnienie. Ja, w każdym bądź razie będę optował za jej „wytwornością”
bocją.
Bocja wytworna w ciągu swojego rozwoju
osobniczego przechodzi zauważalną metamorfozę. Młode rybki, mają zupełnie
odmienny układ wzorów niż osobniki dorosłe. Najbardziej charakterystyczny
wydaje się być w tym okresie układ pięciu czarnych dość szerokich pasów, z
których środkowy ulokowany jest dokładnie na wysokości płetwy grzbietowej, a
najbardziej zewnętrzne u nasady płetwy ogonowej i w okolicy końców pokryw
skrzelowych. Pasy te nie zamykają się całkowicie, co można zobaczyć obserwując
podbrzusze ryby. Mają również tendencje do wykazywania nieregularności i
zgrubień na wysokości linii bocznej. Charakterystyczny jest również układ pasów
w okolicy oka, z których jeden biegnie pionowo w dół (poniżej oka), a drugi
ukośnie w kierunku pyszczka ryby.
U
kilkunastotygodniowych osobników pojawiają się już zaczątki markerów na
płetwach. Początkowo występują pojedynczo z wiekiem ulegając zwielokrotnieniu,
zwłaszcza na płetwach piersiowych i ogonowej. Widoczny początkowo w postaci
pojedynczej plamki znacznik na płetwie grzbietowej ulega rozciągnięciu w
kierunku płetwy ogonowej. Poprzeczne pasy ulegają poszerzeniu i zaczynają się
stopniowo załamywać i dzielić. U półrocznej bocji wytwornej płetwy piersiowe
nabierają charakterystycznego brązowo-żółtego zabarwienia, pojawiają się
początki stalowo-szarej poświaty w części centralnej ciała ryby.
Dziesięciomiesięczna bocja wytworna ma już w większości przypadków
ukształtowane zewnętrzne cechy (wzór, barwa) typowe dla dorosłych osobników:
charakterystyczne, duże,
widoczne
z daleka ułożone w parach markery na płetwie ogonowej (typowo 2-4 pary), trudne
do opisania, unikalne dla każdego osobnika nieregularne czarne wzory powstałe w
wyniku ewolucji początkowo regularnych poprzecznych czarnych pasów, stosunkowo
krótką pięknie wysklepioną głowę oraz, u niektórych osobników, rozwijające się
w późniejszym okresie życia i dodające swoistego uroku nieregularnie rozsiane
czarne owalne plamki. Nie sposób przejść obojętnie obok takich piękności, które
na dodatek pomimo sporych rozmiarów należą do najbardziej spokojnych pod
względem temperamentu przedstawicielek swojej rodziny.
Kiedy zatem na jesieni roku 2004, po z górą
czterech latach od mojego pierwszego spotkania z prześlicznymi
przedstawicielkami tego gatunku zdarzyła się kolejna sposobność powiększenia
liczebności niezwykle skromnej populacji bocji wytwornych, nie wahałem się
nawet przez chwilę. Pierwsze pięć sztuk kupionych zostało, w pewnym sensie na
odległość, dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionego z serwisem, i z bocjami,
Wrocławianina,. Na szczęście wkrótce, po upływie mniej więcej dwóch tygodni,
młodziutkie pięknisie pojawiły się także na Wybrzeżu; no może pojawiły się to
za mocno powiedziane, zaprzyjaźniona obsługa jednego z dużych trójmiejskich
sklepów akwarystycznych przywiozła z myślą o mnie (J) z łódzkiej giełdy
akwarystycznej całe 10 sztuk; domyślacie się chyba, że w sklepie nie została
ani jedna. Później udało mi się jeszcze powiększyć gromadkę młodziutkich wytwornych
o kilka dodatkowych okazów, pomimo, iż jesień tego roku obfitowała w dostawy
szeregu innych niesłychanie atrakcyjnych dla każdego miłośnika bocji gatunków,
które pojawiały się mniej więcej w tym samym okresie, co bocje wytworne. Ale
tak jak śpiewa w jednej ze swoich piosenek Rod Stewart pierwsze cięcie (rana) – niekoniecznie
fizyczne, jest najgłębsze, tak chyba zwykle, w przypadku uczuć, to pierwsze ma
to do siebie, że jakoś nie chce przestać trwać w zakamarkach ludzkiej
świadomości. Moja wielokrotnie deklarowana i nieukrywana sympatia do bocji
wytwornych, znalazła wreszcie, po z górą czterech latach platonicznego uczucia
(no może nie tak całkiem, w końcu miałem cztery wytworne panienki), dostatecznie
liczną grupę przecudnych i przesympatycznych stworzeń do adorowania.
Początkowo, ze względów lokalowych młodziutkie bocje wytworne trafiły do
towarzyskiego zbiornika zajmowanego w dużej części przez niewiele od nich
starsze, choć początkowo większe, bocje karłowate, bocje podwójnie pręgowane,
gromadę rozmaitej maści, aczkolwiek często mocno niepospolitych kirysków,
stadko prześlicznych brzanek (Puntius
denisonii) oraz całkiem liczną drużynę złożoną z przedstawicieli kilku
gatunków otosków (Otocinclus sp.).
Aczkolwiek w chwili, kiedy piszę ten tekst załoga zbiornika ciągle jeszcze
pozostaje w komplecie, czas pożegnania i rozłąki z dotychczasowymi kompankami i
kompanami niestety zbliża się już nieuchronnie i nasze bohaterki będą się
musiały przenieść do większego, raczej już docelowego akwarium, w którym,
przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy, pozostaną jednymi z mniejszych
lokatorek. O proces adaptacji jestem jednak zupełnie spokojny, przy całej
klasie, jaką w sensie zachowań i
kultury bycia prezentują
bocje wytworne, ich introdukcja do jakiegokolwiek akwarium nie powinna stanowić
najmniejszych problemów. Tymczasem korzystając z uprzejmości fotogenicznych
modelek przedstawiam serię zdjęć młodych bocji wytwornych o całkowitej długości
zawierającej się w przedziale 3-5cm (no może poza jednym wyjątkiem z
wrocławskiego desantu, łatwo ją rozpoznacie po nieco większych rozmiarach J).
Tym razem zdjęcia pokazują nasze bohaterki w bardziej dynamicznych pozach
zwykle w trakcie poszukiwania larw ochotki, nierzadko w asyście bocji
karłowatych, również w nieco innych niż poprzednio tonacjach kolorystycznych
wynikających z ogólnego wystroju zbiornika oraz widma zastosowanego światła.
Niektóre z nich, przyznaję z nieukrywaną dumą i satysfakcją, mają dość
nietypowe pasy, zwłaszcza w centralnej części tułowia. Poniekąd dobrze się
składa, bowiem wraz z pojawieniem się na krajowym rynku młodych bocji kubotai,
do złudzenia przypominających, na wczesnym etapie ontogenezy, nasze bohaterki,
macie teraz możliwość spokojnego porównania przedstawicielek obu tych gatunków
i rozwiązania przynajmniej części wątpliwości związanych z różnicami i
podobieństwami międzygatunkowymi. Czy wszystkie i zawsze śmiem wątpić, ale w
tym fachu najważniejsze jest doświadczenie, a ono zwykle przychodzi z czasem, a
więc powodzenia…
Kto wie czy jesień roku 2007 nie przyniesie swoistego przełomu w odniesieniu do spojrzenia na nasze milusińskie a to za sprawą Stevena Granta, który uważnym czytelnikom bocjowego serwisu nie powinien pozostawać kompletnie nieznany? Opublikowana przez niego praca Ichthyofile© (Numer 2) przedstawia, przynajmniej w moim osobistym odczuciu, jedną z najbardziej kompletnych analiz przedstawicielek bocji z subkontynentu indyjskiego i krajów ościennych. Studium o tyle interesujące, że łączące zarówno wnikliwą analizę bibliograficzną sięgającą niemal dwa wieki wstecz, przegląd materiału z ważniejszych muzeów przyrodniczych świata, jak i całkiem pokaźne przyczynki płynące z obserwacji akwarystów z wielu różnych krajów, od czego, zazwyczaj, wyraźnie odcinają się zawodowi ichtiolodzy. Efektem tego są momentami niezwykle ciekawe konkluzje, które w przyszłości mogą prowadzić do wyodrębnienia nowych gatunków bocji.
W odniesieniu do bocji wytwornej Steven Grant zdefiniował pięć różnych, jak to określił, form (tutaj drobna uwaga natury lingwistycznej: określenie to może być tłumaczone jako gatunek, rodzaj tudzież postać (wariacja)). Sam autor nie zaryzykował użycia stosowanego w odniesieniu do gatunku w anglojęzycznej literaturze naukowej terminu species, pozostawiając ostateczne rozstrzygnięcia, mam nadzieję, nie tak znowu odległej przyszłości. W zasadzie nie sposób nie zgodzić się z jego argumentami, jedyne zastrzeżenie, jakie osobiście publicznie podnoszę to utożsamienie rybek określanych jako Botia sp. aff. rostrata z jedną z form bocji wytwornej. W oparciu o analizę dystrybucji geograficznej poszczególnych wariacji dodane im zostały, do ciągle ważnej i obowiązującej nazwy gatunkowej, dodatkowe składniki zawierające nazwę głównej rzeki systemu wodnego, z którego dana postać pochodzi. Encyklopedyczne podsumowanie efektów analizy porównawczej egzemplarzy bocji wytwornej znajdziecie w poniższej tabelce.
Spotykane w naturze wariacje bocji wytwornej (Botia histrionica) wg. Stevena Granta
|
Sittang |
Ta postać to najprawdopodobniej tzw. prawdziwa (w rozumieniu i znaczeniu opisu naukowego) bocja wytworna. Jako zewnętrzne charakterystyczne cechy uznać należy występowanie, na tle typowych dla całej grupy ciemnych pasów, jasnych plam w części środkowej (na wysokości linii bocznej) i grzbietowej oraz szarawy do zielonkawego kolor bazowy. |
|
Salween |
Wariacja z basenu Salween jest drugą pretendentką do tytułu prawdziwej bocji wytwornej. Ogólne wybarwienie zazwyczaj bledsze, nieco bielsze niż w przypadku wersji z basenu Irrawaddy. Obecne w części środkowej i grzbietowej przebarwienia (znacznie większe niż w przypadku formy z basenu Sittang) sprawiają wrażenie, jakby pionowe pasy składały się z dwóch mniejszych zespolonych poziomymi łącznikami. |
|
Manipur |
W przypadku tej wariacji każdy z pięciu pionowych pasów z wiekiem ulega podziałowi na dwa, kolor rybki jest żółtawo-ochrowy, zaś w wybarwieniu brak jest plamek lub znaczników pomiędzy pasami (w przeciwieństwie do rybek z basenu Irrawaddy). Nieco inne, w stosunku do pozostałych wariacji jest również ubarwienie głowy. Na płetwach występują dwa szerokie pasy. |
|
Irrawaddy |
Ogólne wybarwienie koloru żółtawo-złotawego,
często widoczne kropki lub małe paski, które ulegają z czasem załamaniom.
Brak jasnych przebarwień na ciemnych pasach. Środkowy pas z plamą u góry
(podstawa płetwy grzbietowej) przypominający kształtem literę Y, dwa pasy na płetwie
ogonowej, po jednym na płetwach piersiowych. |
|
Ataran |
Chyba najłatwiej rozpoznawalna wariacja jej wytworności, występująca w naturze wspólnie z bocją kubotai, u której z wiekiem pionowe pasy rozpadają się i wykazują tendencję do zespalania się w stopniu znacznie większym aniżeli ma to miejsce w przypadku wariacji ze zlewiska rzeki Salween (początkowo uznawana była nawet za postać niesklasyfikowanej jeszcze wówczas bocji kubotai). |